Biuletyny

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 

RocketTheme Joomla Templates

WAŻNE

List otwarty do Premiera RP Donalda Tuska ws. przyznania niemieckiej polonii statusu mniejszości narodowej...

więcej>>

Sondaż

Czy Niemcom należy się zwrot majątku pozostawionego na ziemiach polskich?
 
Analizy
Zwycięstwo gorzej niż pyrrusowe
Wpisany przez kl0155   
wtorek, 16 lutego 2010 10:36
Ostatecznie zablokowanie kandydatury Eriki Steinbach do Rady Fundacji “Widoczny znak” zostało przez wielu polityków i komentatorów w Polsce przyjęte jako nasz sukces, ostateczne zwycięstwo w długotrwałym konflikcie.

Przyjrzyjmy się nieco bliżej temu “zwycięstwu”. Otóż zaczęło się one od warunkowej kapitulacji – wycofania polskiego sprzeciwu wobec powstania Centrum przeciw Wypędzeniom. Tymczasem sam fakt powstania Centrum – o czym Powiernictwo Polskie mówiło od samego początku - jest sprzeczny z Polską racją stanu, gdyż prowadzi do zmazania kwestii odpowiedzialności za II wojnę światową. Taka czy inna forma organizacyjna Centrum i skład jego władz ma wobec tego faktu znaczenie drugorzędne. To była “klęska założycielska” naszego obecnego “zwycięstwa”.

Tylko, że ową drugorzędną sprawę udało nam się również przegrać. Plotka mówi o nieoficjalnym porozumieniu wypracowanym przez W.  Bartoszewskiego, zgodnie z którym w zamian za wycofanie polskiego sprzeciwu wobec “Widocznego znaku” miało być zablokowanie kandydatury Steinbach do władz fundacji. Taka umowa – jeżeli oczywiście istniała – została przez Niemców naruszona i p. Steinbach o mały włos we władzach fundacji by zasiadła. Konieczna więc była gwałtowna reakcja polskiej dyplomacji, by ową nominację przenieść w stan zawieszenia. Nawiasem mówiąc wmawiano Polakom, iż owo zawieszenie ostatecznie kończy kwestię kandydatury Steinbach. Tymczasem konieczne były kolejne ustępstwa na rzecz “wypędzonych”, by ową zablokowaną rzekomo kandydaturę… zablokować.

W największym skrócie ustępstwa owe polegają na zwiększeniu instytucjonalnego wpływu Związku Wypędzonych na fundację “Widoczny znak”. A więc kwestię symboliczną (osobiste uczestnictwo p. Steinbach) zapłacono ustępstwami faktycznymi (zwiększenie wpływów Steinbach, tyle że wywieranych pośrednio).

Przegraliśmy więc sprawę pierwszorzędną (powstanie Centrum), przegraliśmy drugorzędną (wpływ “wypędzonych” na Centrum) a cieszymy się jak dzieci ze “zwycięstwa” w sprawie trzeciorzędnej, czysto wizerunkowej (osobiste uczestnictwo p. Steinbach). Aż się ciśnie na usta: Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.

Pod naszym współczesnym Grunwaldem armia polska poddała się Krzyżakom bez walki w zamian za obietnicę, że ci nas nie obrabują. Tymczasem Krzyżacy umowy nie dotrzymali i puścili nas goło w skarpetkach – a teraz my ogłaszamy, że to było nasze zwycięstwo. Wprawdzie wygrali bitwę bez walki i wszystko nam zabrali, ale za to Wielkiego Mistrza zmienią na kogoś sympatyczniejszego. Jeszcze kilka takich zwycięstw…

Dorota Arciszewska – Mielewczyk
Prezes PP

Marcin Horała
Wiceprezes PP
Zmieniony: wtorek, 16 lutego 2010 13:02
 
Niemiecki interes ważniejszy od wolności słowa

W sprawie Erika Steinbach kontra Powiernictwo Polskie niemieckie sądy wykazują się głębokim zrozumieniem niemieckiego interesu narodowego i dbałością o jego zachowanie nawet kosztem zasady wolności słowa.

Zachowanie Sądu Krajowego w Kolonii rozpatrującego apelację w sprawie o rzekome naruszenie dóbr osobistych Eriki Steinbach przez Powiernictwo Polskie pozwala przypuszczać, że ogłoszone 23 grudnia ostateczne orzeczenie będzie niekorzystne dla strony polskiej. Przypomnijmy – chodzi o ulotkę Powiernictwa Polskiego na której Erika Steinbach stoi ramię w ramię z żołnierzem Waffen SS i germańskim rycerzem, a całość opatrzona jest cytatem z Hitlera mówiącego iż Niemcy nigdy nie zrezygnują ze swoich roszczeń majątkowych.


Ulotka oczywiście mogła być lekko szokująca w swojej formie, musimy jednak pamiętać iż operowanie obrazem i skrótem jest charakterystyczne dla tej formy przekazu. Jeżeli zastanowić się nad treścią na którą owa forma miała zwrócić uwagę – widzimy, że jest nią ostrzeżenie. Ostrzeżenie, iż roszczenia majątkowe wobec polskiej własności na ziemiach odzyskanych stanowiąc kontynuację złych tradycji historycznych niemieckiej polityki wschodniej. Stanowią kontynuację Drang nach Osten, oczywiście przełożonego na instrumenty i formy dopuszczalne w naszej epoce. Stanowią wreszcie próbę negacji niemieckiej odpowiedzialności za II wojnę światową i zbrodnie nazizmu – gdyż jedynie przy moralnej relatywizacji owych win możliwe jest uzasadnienie roszczeń.

Z tą opinią oczywiście można polemizować i Powiernictwo Polskie od takiej rozmowy się nie uchylało. Zamiast tego Erika Steinbach wybrała drogę sądową, kalkulując – zanosi się na to, że słusznie – iż może liczyć na wsparcie niemieckiego sądownictwa. Zamiast bronić swoich racji w publicznej debacie wolała zakneblować adwersarzy. Podtrzymanie wyroku jaki zapadł w pierwszej instancji oznaczać będzie, iż Powiernictwo Polskie zostanie zobowiązane do zapłaty ponad 50 tysięcy euro, co w praktyce oznacza jego bankructwo. Po raz kolejny daje o sobie znać dysproporcja w dbałości o własny interes narodowy w stosunkach polsko-niemieckich. Naprzeciwko Związku Wypędzonych, organizacji o milionowym budżecie, korzystającej również z dotacji budżetu państwa staje Powiernictwo Polskie – organizacja stworzona przez grupę zapaleńców i działająca w oparciu o wolontariat i drobne datki.

Już wysokość odszkodowania wskazuje na pretekstowość naruszenia dóbr osobistych jako podstawy pozwu. Choć oczywiście nie wysokość ale sam fakt żądania odszkodowania za wyrażenie opinii o politycznej działalności pani Steinbach jest tu znamienny.

Zwracam na to jeszcze raz uwagę bo sprawa jest charakterystyczna: Powiernictwo Polskie w swojej ulotce nie twierdziło, że Erika Steinbach popełniła jakieś przestępstwo, prowadzi się w wątpliwy sposób, brzydko pachnie jej z ust albo cokolwiek innego co dotykałoby jej jako prywatnej osoby. Treścią ulotki była – przyznajmy, radykalna – krytyka działalności politycznej pani Steinbach. Krytyka ta spotyka się z sankcjami niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. A zatem pozytywna ocena działalności Związku Wypędzonych (a szczególnie nie dostrzeganie iż stanowi kontynuację pewnych aspektów agresywnej polityki Niemiec w dawniejszych czasach) stanowi wartość podlegającą ochronie prawnej. Dodajmy – ochronie prawnej silniejszej od zasady wolności słowa.

Patrząc na zachowanie niemieckiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie (oraz zachowanie polskich sądów rozstrzygających wątpliwe sprawy na korzyść dawnych niemieckich właścicieli) można tylko pozazdrościć tak ścisłego podporządkowania władzy sądowniczej – formalnie niezależnej – realizacji interesu narodowego. I liczyć, że w europejskich instytucjach odwoławczych realizacja niemieckiego interesu narodowego nie będzie już traktowana z tak dużym priorytetem.

Marcin Horała

(autor tekstu jest wiceprezesem Powiernictwa Polskiego)